Psy w mojej rodzinie były zawsze. Natomiast w 1984 roku, wraz z pojawieniem się w naszym domu żółtego boksera Atosa, zaczęła się moja miłość do ras krótkonosych. Przy Atosie dorastałam, uczyłam się, zdawałam na weterynarię. Atos był z nami jeszcze kiedy w 1997 roku podczas wakacyjnych praktyk hodowlanych trafiłam do Hodowli Psów DRACZYN. Tam, dzięki uprzejmości jej właścicielki Pani Krystyny Zbrozińskiej-Sobczak, przez miesiąc poznawałam i zakochiwałam się w buldogach francuskich.
    Wcześniej przyzwyczajona do psów molosowatych podchodziłam do buldożków z pewną nutką „cynizmu”. Niby to buldog, a taki mały. Niby to pies ozdobny, a co w nim pięknego :-)
    Jednak, kiedy pod koniec tego samego roku musieliśmy uśpić Atosa z powodu raka nerki, wiedziałam jaki będzie następny pies w naszym domu. Wiedziałam już jakie naprawdę są buldożki. Widziałam w nich trochę jakby miniaturę boksera, trochę jeszcze innych cech.
    I tak na początku 1998 roku pojawił się u nas w domu Paco, czyli NICOLAS Draczyn. Jego rodzice TOLA Draczyn oraz TOBIAS les Petits Archanges byli moimi wiernymi towarzyszami spacerów i zabaw podczas wcześniej wspomnianej praktyki.
    Wraz z „nadejściem” Paco zaczęła się też moja przygoda z wystawami psów. Paco zdobył tytuł Młodzieżowego Championa Polski, ale potem z pewnych względów musieliśmy zaniechać wystaw, na które już z Paco nie powróciliśmy. Dlatego niestety odszedł od nas bezpotomnie.
    Paco spędził z nami ponad 8 lat. Był z nami jak dostałam dyplom lekarza weterynarii, razem ze mną wyprowadził się z domu rodzinnego, był kiedy braliśmy ślub. Niestety odszedł od nas za Tęczowy Most zupełnie niespodziewanie 3 sierpnia 2006 roku, zostawiając olbrzymią pustkę w naszym domu i w naszych sercach. Miał na koniec to na co zasługuje każdy pies, czyli odszedł na moich rękach, rękach człowieka, który był jago największym przyjacielem.
    Pierwsze dni były bardzo ciężkie. Ja, mając niestety już za sobą podobne doświadczenie, wiedziałam, że wcześniej czy później w domu pojawi się pies. Nie po to by zastąpić Paco, ale po to by wnieść coś nowego. Natomiast mój mąż początkowo wzbraniał się przed tą myślą, uważał, że może w takim razie wystarczy, że mamy kota. Potem pojawiła się myśl, że jednak pies w domu musi być, ale może inna rasa. Żeby nie przypominał Paco, żeby za rowerem mógł pobiec, żeby… Ale wtedy okazało się, że jesteśmy już „buldogowo naznaczeni” i że żadna inna rasa nam nie odpowiada.
    Pani Krystyna z Draczna poleciła nam miot szczeniąt o bardzo dobrym pochodzeniu i tak trafiliśmy do hodowli Sto Pręg, gdzie podjęliśmy decyzję o wyborze tym razem płowego buldożka. W ten sposób na jesieni 2006 roku w naszym domu pojawił się CARUSO Sto Pręg, zwany przez nas Moby.
    A pamiętam, że jak kupowałam Paco to usłyszałam w Draczynie, że jak już raz biorę buldoga francuskiego to będę miała psy tej rasy zawsze. Trudno mi się nie zgodzić ze zdaniem tak doświadczonego hodowcy :-)
projekt i wykonanie: Natalia Bartosiewicz
© 2007 GoldenWeb design - wszelkie prawa zastrzeżone!